czwartek, 6 marca 2008

czwartek (dzień Thora)



by to jakkolwiek uświęcić
frazy nie pomogą wartkie
to co się koło piątku kręci
co beznamiętnie z kalendarza
zerwało środową kartkę
by się nachalnie przekomarzać
z biblijnym centrum tygodnia
odbiciem wydarzeń
w przykrótkich spodniach
pozbawiać świątecznych marzeń
statystycznego przechodnia

środa, 5 marca 2008

środa



w Środzie trwoga
wszyscy wzywają boga
jakby stała się tragedia

jedna zwierzyna mała
co prawda rzadsza od raroga
lecz biedna
nie może ludzi
sobie zjednać

szczekała
suczka wredna

filozofia przyrody zastosowana


zidentyfikowany i nielotny obiekt
nie jest fotogeniczny
dlatego
najchytrzej przemycam siebie
przez granice niezrozumienia

komunikujemy się
dzięki dobrej głowie której
dość
to sprawia że nasze spotkania są
krótkie
bliskie bez żadnego stopnia

nigdy nie napiszę kosmologii
dla wszystkich
i każdego z osobna

wtorek, 4 marca 2008

nieuchronnie zamieniam się w zwierzę





dla ciebie
bezzębnym sztućcem grzebię
więcej lotna kura
może mniej
nawet w modlitwie mam coś z knura
chciej

Uroboros


Ponieważ to uczyniłeś, będziesz przeklęty wśród wszelkiego bydła i wszelkiego dzikiego zwierza. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni życia swego!



nie chodzę ulicami
zatem nie biorę
w pysk

nie aportuję już gazet
i piłka mnie nie bawi
bo nożna
jest

z powodu wiatru
nie zapuszczam włosów
też z powodu łez
nie wystawiam się
na pokaz

chętnie gonię
za własnym ogonem
by go łapczywie zjeść
gdy schwytam koniec

i wtedy będę dobrym wężem
bo tak naprawdę
nigdy nie chciałem być psem

Quetzalcoatl


nielotnie mi wężem
przyziemnie
czas uzbroić się w skrzydła
być bliżej nieba
głową chmur sięgać

orła
zbyt tandetne
wytarte w totemach
ociężałe
na monetach
anioła
sklejone w maszkarach
na freskach
wyblakłe pomięte
szpetne

gołębia
przez życie z obrączką
latać w kółko
z wiadomością
od siebie
dla siebie
nudno

albatrosa
transoceaniczne
zasięg przerasta ambicje
latałbym jak Spruce Goose
po horyzontów kres
poskładana z brzozy
świerkowa gęś

pingwina
wytwornie będzie
pociesznie
jeżeli nawet nie wzlecę
przez chwilę w miejscu potupię
i sam sobie przyklasnę
skrzydłami
dla hecy

niedziela, 2 marca 2008

* * *

Pola Mokotowskie. Festyn. Dzień Ziemi. Dzień Mufki.





ten kto w młodości od wódki nie stronił
i nad rozlaną niejedną łzę ronił
nie przewidywał że przyjdzie mu z wiekiem
zapłakać nieraz nad rozlanym mlekiem