niedziela, 1 sierpnia 2010

z listu do sekwoi





naucz mnie pisać
synu handlarza futer
bratobójco znad horseshoe bend
wykładaj choćby kopytem
nie meandruj

a kiedy już posiądę
jak kobietę czy inną nieruchomość
pozwól odczytać
wyraźnie

w szeleście liści
naucz mnie pisać sylabicznie
czytać ze zrozumieniem

że nigdy nie pomylę
tallapoosy z kolorado
arizony z alabamą

na tropach rzodkiewnika


osoby które są źle nastawione do roślin nie będą przy nich rosły
Jan Skibicki




Rzodkiewnik pospolity (Arabidopsis thaliana (L.) Heynh.)








zmuszam do wegetacji letniej
by się nie czerwienić
nie czerwić jesieni
zasypiam przy niebieskim świetle

nikogo nie zamierzam gorszyć
choć obnażam wady i kuriany
chciałbym dzierżawić jak morsztyn
hodować parchoodporne odmiany
pisać w konwencji mihi cano
za pomarszczonym jabłkiem
pokochać siano
ukradkiem


crimen laesae maiestatis
ktoś powie
a przecież roślina docenia gesty
bardziej

niż człowiek
w ariergardzie

czwartek, 22 lipca 2010

przyszło


Jestem sobie chochlik – kogo mogę, zwodzę.
Antoni Edward Odyniec











posprzątać cmentarz
co za tym idzie
pełzać
choć czasem podfrunąć chętka
czego się wcale nie wstydzę

zabawa jest niezła
kiedy nikt nie widzi
jak się porusza glista

ludzka
nierzeczywista

zdeklarowany onanista
nie chce dwukrotnie linieć
w płuckach
w lochach

zaraził mnie odyniec
i teraz szlocham
na niedomyte warzywa
odpływam

piątek, 25 czerwca 2010

kreacja na wyspie

sous le pont









Tańczą panowie, tańczą panie
Krzysztof Kamil Baczyński






już cię prowadzę nieudolnie
już myśli nie są tak swawolne
a ty mnie nie zamierzasz zbesztać
że kapciem szuram nie podeszwą
że czytam komu bije dzwon

na moście w avignon

już nie umiemy tańczyć w ramie
i nie słyszymy niesłychanie
i nie widzimy ostatecznie
czy ciasno zapełniamy przestrzeń
a obiecałem aż po zgon

na moście w avignon


piątek, 4 czerwca 2010

dzieci moje










People didn’t want to believe that they could be healthy in the morning
and dead by nightfall, they didn’t want to believe that.*

William Sardo







taką swobodę miały w worku
jak koty ciekawe świata
niesione na sprzedaż
przedwcześnie
skazane na wieczne nieoddanie
nie trafiły na grunt podatny
ani w obce ręce

uczepione prześcieradła
w naśladownictwie wymarzonych skurczów
czekały na zabawę w bębnie
aż uschły z tęsknoty
po z góry przegranej walce
o życie

poza rozkładem pociąg
o świcie
zatarte łożysko
w pralce
nie topi się ślepych kociąt
nocą






*
kto o poranku rześki
zechce uwierzyć
że umrze po zmierzchu
(żołnierzyk?)

niedziela, 16 maja 2010

w święto bakmana narecznice nie karmią patyczaka




bubble girl dedykuję







I weźmiesz z barana tłuszcz i ogon, i tłuszcz pokrywający wnętrzności,
i płat tłuszczu, który jest na wątrobie, i obie nerki
i tłuszcz, który jest na nich, i prawe udo
Księga Wyjścia 29:22









wieczorem faszerowana
gruszka miłosna
pieczona łopatka jagnięca
od rana
poronna choroby postać
pożar serca

nie lepiej było za ojcem krewkim
założyć ciepły sweter z wełny merynosa
odżywiać się pod kloszem
niczym david vetter
albo jak baruch spinoza wytwarzać soczewki
w panteizm wierzyć szczątków ofiary pesachowej
nie wyżerać z talerzy
pamiętać co spotkało rachel
popularną autorkę książek o rosole
znaną ze zgagi żyć zdrowiej
przerobić słowiańską dolę
psiankowatą karmę na paszę
dla ofiarnych owiec

sobota, 15 maja 2010

kolejna kolejka wąskotorowa





Y para el cruel que me arranca
El corazon con que vivo
Y para el cruel que me arranca
El corazon con que vivo
Cardo ni ortiga cultivo
Cultivo la rosa blanca*









podobno się wykoleił
przestał odczuwać pociąg
i pije coraz więcej

żeglarzom szklanki nie przyklei
pobudki nie wybije nocą
odpoczną ręce

nie mieści się wierzchołek wzrostu
w tunelach
przykre to ale proste
marzeń się nie wybiera

guantanamera

a jeszcze się kolebie
życia chęć
choć nęci ulga w niebie

zaśpiewajmy więc
guajira guantanamera









*I dla okrutnika który wyrywa mi
Serce, z którym żyję
I dla okrutnika który wyrywa mi
Serce, z którym żyję
Nie hoduję karczocha ani pokrzywy
Hoduję białą różę